Kiedy pierwszy raz w mieszkaniu przy ul. Komuny Paryskiej zaczely objawiac sie dziwne rzeczy, nikt nie zwrocil na nie uwagi. Wszyscy mowili, ze to przypadek. Pozniej cos nieznanego zaczelo w nocy atakowac domownikow, duszac ich podczas snu, zrzucajac z lozek i halasujac kuchennymi sprzetami. Sasiedzi zaczeli bac sie przychodzic do pani Grazyny.
Po niepokojach pierwszego okresu duch zaczal byc coraz bardziej agresywny. Najbardziej atakowal najstarszego syna pani Grazyny, Ryszarda.
- Wprost go opetal - opowiada placzac Grazyna Bocian. - Nie raz Rysiek w nocy prosil, nie mogac zlapac oddechu, bym mu pomogla, a mnie cos przyciskalo do lozka i nie moglam sie ruszyc. Na poczatku myslalam, ze mi ...

